Wczytwanie, proszę czekać...
Nota Wydawcy
Niezwykła książka o niezwykłej przyjaźni. Nie jest to ani biografia
Wandy Półtawskiej, ani wspomnienia, ale publikacja wyjątkowych
dokumentów – wieloletniej osobistej korespondencji Autorki z jej
kierownikiem duchowym księdzem Karolem Wojtyłą.
Chociaż przewija się w tych listach wątek biograficzny, jak
wspomnienie o pobycie Autorki ponad 4 lata w lagrze, czy też jej
cudowne uzdrowienie za pośrednictwem Ojca Pio, to jednak zasadniczą ich
treścią są dzieje duszy Autorki. Równolegle z publikowanych osobistych
listów księdza Karola Wojtyły możemy poznać jeszcze bliżej Jego
duchowość, a także głęboką troskę duszpasterza o duszę Jemu zawierzoną
oraz prawidłowy układ przyjaźni kapłana z kobietą. Pośrednio książka
ujawnia też nieznane dotąd fakty z życia księdza Karola Wojtyły, jak
choćby stan Jego ducha w chwili wyboru na Papieża w roku 1978.
Fascynująca lektura, która z pewnością zainteresuje każdego, kto
chciałby jeszcze lepiej poznać tego giganta ducha – Sługę Bożego
Wielkiego Jana Pawła II. Całość „Beskidzkich rekolekcji”, z wyjątkiem
ostatniego rozdziału, została przeczytana, uzupełniona i zaaprobowana
przez samego Ojca Świętego Jana Pawła II.
Fragment
z książki:
Wielki zakręt dziejów
Przygotowanie do wakacji
30 VI 1978
+Droga Dusiu,
Tak jak mówiłaś, zamierzam dzisiaj zajść do Was po godz. 21 w sprawach wakacyjnych. Bogu polecam
Br.
PS Twój list wziąłem na rekolekcje i zrobiłem na nim dopisek.
Również pomyślałem sobie, czytając książkę "Znak przebaczenia", że niektóre fragmenty zwłaszcza początkowe mogłyby Ci się nadać.
Myślałem też, że trzeba przejrzeć nad Wisłokiem dawne zeszyty.
Br.
***
Ale te wakacje w sierpniu 1978 r. zostały przerwane. W niedzielę
szóstego rano powiedział przy śniadaniu: "Nigdy mi się nic nie śni, a
dziś śnił mi się Ojciec Święty Paweł VI, że kiwał na mnie".
Padał, a właściwie siąpił drobny deszczyk, jednak tak delikatny,
że poszliśmy na Górę św. Anny. Tam wyżej padało mocniej, więc
schroniliśmy się pod "drzewo pięcioramienne" i ja nad jego głową
trzymałam jak dach moją pelerynę, żeby brewiarz nie zmókł.
Po powrocie okazało się, że Basia usłyszała w radio o śmierci
papieża Pawła VI, a mnie ścisnęło się serce, od jakiegoś czasu miałam
to przekonanie, poczucie, że stąd odejdzie.
Z lasu odjechał ósmego sierpnia, a my jeszcze parę dni zostaliśmy.
Z Warszawy, zanim odleciał do Rzymu 11 VIII na konklawe napisał do mnie list:
10 VIII 78
+Droga moja Dusiu!
Dowiedziałem się właśnie, że przyjechała Kasia - dowiedziałem się
tego przypadkowo od Tereni - i że jedzie do Ciebie. Bardzo się
ucieszyłem, bo obecność Kasi będzie dla Ciebie pomocą. Myślę też, że
zawiezie Wam ten list, który jutro podadzą Andrzejowi.
Ja jutro wyjeżdżam. Ufam, że sprawy zakończą się w ciągu tego
miesiąca.Są to na pewno sprawy wielkie i ważne. Trzeba bardzo nastawić
się na tę ich wewnętrzną wielkość - tę, która jest od Boga. Tak trzeba
w nie wejść. Zresztą Ty to wiesz skądinąd, że takiej właśnie trzeba
szukać wielkości spraw. Zawsze takiej starałaś się szukać razem ze mną.
To jest również Twój wymiar i Twoja prawda. A że często trudno Ci z tą
prawdą pogodzić się z tym, co Ci niesie życie - to nie znaczy, ze tamta
prawda nie jest prawdą.
Jednakże proszę dla Ciebie o cierpliwość, właśnie do tych
codziennych spraw, które Cię wytrącają - jakby wytrącają z tamtej
prawdy. I proszę Boga codziennie za Andrzeja i za wszystkie Twoje
dzieci. Pan Bóg mi Ciebie zawierzył z tym Twoim głębokim, a
równocześnie niełatwym "ja" i z całym Twoim życiem, ze wszystkim, co na
nie się składa, Bogu zdam z tego rachunek. Nie przestaję ufać w tym
wszystkim Chrystusowi i Jego Matce.
Nie piszę Ci tematów rozmyślań na każdy dzień, ale proszę, abyś
trzymała się św. Jana rozdz. 6, 22-71 (zapowiedź ustanowienia
Eucharystii) - ja też będę się trzymał tych tekstów.
Zostawiam Cię w rękach Bożych nad Wisłokiem i w Krakowie, i w Przemyślu - wszędzie.
Br.
7 X
Wzięłam udział w spotkaniu z młodzieżą na temat małżeństwa - przemawiali Klinger, Hennelowa, o. Piotr Lenartowicz.
Klinger mówił o "miłości samej w sobie, niepomieszanej z żadną
odpowiedzialnością", a Kościół katolicki ją niszczy. Jezuita potakuje,
że "Kościół katolicki istotnie niszczy miłość i nigdy nie miał do niej
prawidłowego stosunku". Hennelowa: "Nigdy nie można człowiekowi nakazać
miłości".
Pomieszanie z poplątaniem -a ja prowadzę "zadane" rozmyślanie - Droga do Boga przez Dobrego Pasterza.
Zostaniesz tym największym pasterzem świata i nie wrócisz do nas!
10 X
Badanie kleryków. Lubię śledzić drogi powołania - dotykam tajemnicy.
13 X
Przyjechał Słowak i mówi, że cała Słowacja modli się, żebyś został papieżem.
14 X
Do Wadowic przyjechał przedstawiciel Ambasady Włoskiej na wywiad o Tobie. Dostałam list.
Rzym 14 X 1978
Droga Dusiu!
Wczoraj otrzymałem Twój list z dopiskiem Andrzeja, a także Basi.
Bardzo się ucieszyłem z tego listu i bardzo dziękuję Tobie i Andrzejowi
i Basi. Cieszę się z tego, że dobrze wspomina lato i ufam, że jej
sprawy dobrze się ułożą. A Andrzej jest tym, kim jest w Polskiej
filozofii, niezależnie od "beneplacitum regium". Natomiast fakt
wstrzymywania jego nominacji ma tylko jeden komentarz. Myślę, że trzeba
będzie jeszcze wrócić do tego. Modlę się szczególnie za Ciebie i za Was
na Różańcu. Wszystkie te sprawy, które codziennie rano łączyliśmy przy
pierwszych "Zdrowaś" (Dusia - Andrzej - Kasia - Andrzej - Ania -
Marysia - Basia) wiążę teraz z wezwaniem do Matki Bożej Różańcowej.
Wiem, że Ty też nie przestajesz odmawiać Różańca. Prócz tego piszę dla
Ciebie myśli związane z Ewangelią o Dobrym Pasterzu.
Do Kasi, a także do Marysi napiszę jeszcze dziś. Z serdecznym pozdrowieniem i prośbą o błogosławieństwo Boże.
Br.
PS Serdeczne pozdrowienia dla uczestników IR na dzień inauguracji.
15 X
Dym czarny.
16 X
Zabrałam z Twego pokoju wszystkie moje papiery i śpiwór, pozwoliłeś mi zabrać.
Wieczór
Pierwszy dowiedział się Andrzej z radia (usłyszał transmisję Annuntio vobis...), potem zaraz nasza TV.
Andrzej chory, ale wyskoczył z łóżka. Poszliśmy do księdza Mariana, potem na Mszę św. do kościoła Mariackiego.
Tłum ludzi szaleje - bije Zygmunt.
Jak dalej żyć?
17 X
Telefon: "Przyjedźcie"
20 X o 4.00 rano mamy być w autobusie. W Rzymie będziemy tylko do wtorku.
20 X 1978
+Droga Dusiu!
Dobrze, że mogłem usłyszeć przez telefon w dniu 17 października
również i Twój głos i Andrzeja, i Mariana. Cieszę się na to, że tutaj
przyjeżdżacie. Mam nadzieję, że będę mógł z Wami, z Tobą, spotkać się
nie "zbiorowo", ale "rodzinnie". Choćby krótko. Pan Jezus zrządził, że
to, co czasem mówiono, co Ty sama powiedziałaś nazajutrz po śmierci
Pawła VI stało się rzeczywistością. Bogu dziękuję, że mi dał tym razem
tak wiele spokoju wewnętrznego - którego wyraźnie brakowało mi jeszcze
w sierpniu - że mogłem to przeżyć bez napięcia. Z ufnością, że On i
Jego Matka pokieruje wszystkim, również i w tych najbardziej osobistych
układach, troskach, odpowiedzialnościach. Z przekonaniem, że - jeżeli
nie pójdę za wezwaniem - również i w tych relacjach mogę wszystko
popsuć.
Rozumiesz, że myślę w tym wszystkim o Tobie. Od dwudziestu z górą
lat, odkąd Andrzej powiedział po raz pierwszy "Duśka była w
Ravensbrück" powstało w mojej świadomości to przekonanie, że Bóg mi
Ciebie daje i zadaje, abym poniekąd "wyrównał" to, co tam wycierpiałaś.
I myślałem: za mnie wycierpiała. Mnie Bóg oszczędził tej próby, bo Ona
tam była. Można powiedzieć, że przekonanie takie było "irracjonalne",
niemniej ono zawsze było we mnie - i ono nadal pozostaje.
Na tym przekonaniu rozbudowała się stopniowo cała świadomość
"siostry". I ta również należy do wymiaru całego życia. Ona również
nadal pozostaje.(...).
Chciałbym też bardzo, ażebyś przejrzała dokładnie wszystkie Twoje
"zeszyty", żebyś zrobiła ten wybór tekstów, o którym Ci mówiłem, a
resztę po prostu zniszczysz. Ale wybór koniecznie trzeba zrobić, bo są
tam rzeczy wspaniałe - zwłaszcza w pierwszym okresie: droga
oświecająca. Później coraz bardziej dochodzi do głosu wewnętrzne
cierpienie oraz kłopoty życia.
Te właśnie kłopoty odsuwały Cię ostatnio od pracy w DR. A jednak
jestem przekonany, że Twoje olbrzymie doświadczenie na pograniczu
medycyny i duszpasterstwa nie powinno być zmarnowane. Doświadczenie - a
równocześnie precyzja widzenia spraw w świetle wiary i doktryny.
Polecam ten problem Matce Dobrej Rady.
I Ciebie całą, i Ciebie samą polecam, i Was wszystkich: Andrzeja i
Kasię z jej Andrzejem i tymi maleństwami, które mają się narodzić, i
Ankę, i "bliźnięta": z Obiema jakoś przez dwa ostatnie lata się
"dogadałem" z Marysią, i Basią. Ufam. Łaska Boża jest potężniejsza od
naszej słabości. "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia".
Br.
24 X wtorek wieczór, Kraków
Za dużo wrażeń, nie spałam. Jesteś tak bardzo inny, tak bardzo
przemieniony - tak sobie wyobrażam górę Tabor! Tam wprawdzie był Bóg
sam, Jezus, a tu Jego Zastępca. Ukazałeś się nam "w blasku chwały"! I
nie chodzi o tę jakże wspaniałą dekorację, ale właśnie o wnętrze.
Zawsze byłeś najbardziej zintegrowanym człowiekiem, jakiego znałam.
Nieraz mówiłam, że jesteś jak skała - monolit, ale teraz to się jeszcze
spotęgowało, trudno to opisać.
Ale wiem, że nastąpiło przemienienie, choć niby wszystko jest tak
samo - a jednak jakże inaczej! Zmieniła się hierarchia wartości i
zmieniły się proporcje - w niedzielę zobaczyłam to tak jaskrawo.
Patrzysz na ziemię jakby z lotu ptaka, ogarniasz teraz ramionami całą
ziemię - i w tej proporcji znika ludzka osoba i znika człowiek, staje
się jednym punkcikiem, gdy się patrzy z wysoka! Ale ucieszyłam się, że
nie jesteś załamany samotnością, a przeciwnie - jesteś promieniejący tą
siłą wprost z nieba. I choć powiedziałeś, że jesteśmy najbliższymi Ci
ludźmi, i wiem, że to prawda, to prawda ta staje się teraz źródłem lęku
i zarazem źródłem pokory - bo jakie prawo z tego wynika? I jaka
odpowiedzialność? Wyłącznie prawo do ukrycia się - i zejścia w głąb tej
treści, tej ciszy serca.
Czytam Twój list i widzę, jak przesuwają się akcenty od niepokoju
do głębokiego spokoju w Bogu! Człowiek jednoznacznie teocentryczny, jak
było zawsze, ale teraz to się uwielokrotniło - po prostu Ojciec Święty!
W jakim stosunku do tego przemienienia stoi znaczenie słowa "brat"
- tak wielki Brat; a my, najbliższe osoby - a ja przeczuwam, że ta
bliskość wyznacza rozmiary krzyża. Ona daje prawo do ofiary, do bólu,
do samozaparcia!
Wracam myślą do początku, do kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej w
kościele Mariackim. Tak się złożyło, że wychodząc z samolotu, szliśmy z
księdzem Czesławem Obtułowiczem, który, rozstając się z nami,
powiedział, że zaraz przyjdzie do kościoła Mariackiego odprawić Mszę
św., a ja go poprosiłam, żeby odprawił w tej kaplicy, gdzie 21 lat temu
tam właśnie powiedziałeś wtedy: "Będziesz przychodzić codziennie na
Mszę św.". No i tak było przez te wszystkie lata!
Recenzje
Geneza książki
Habent sua fata libelli
Książki mają swoje losy
Tekst, który zdecydowałam się obecnie przekazać
czytelnikom, nie został napisany ex post, jak piszą swoje wspomnienia
ludzie starzy - powstał o wiele wcześniej, a raczej powstawał przez
wiele lat. W pewnej chwili powstała myśl napisania wspomnień, ale nie
wyszła ona ode mnie. To Ojciec Święty Jan Paweł II wyraził w 1993 r.
takie życzenie. Czternastego listopada 1993 r. Ojciec Święty powiedział
przy obiedzie, w obecności arcybiskupa Józefa Michalika: "Musisz
napisać wspomnienia". Więc zaczęłam pisać.
Powstały wtedy dwa pierwsze rozdziały, które
Ojciec Święty przeczytał i zaakceptował. Przeczytał je także arcybiskup
Michalik. Ale znaleźli się inni, którzy osądzili, że lepiej "nie
teraz". Przerwałam więc pisanie książki i aż do dziś nie wróciłam już
do tego tekstu.
Natomiast "od zawsze", tj. od początku mojej przyjaźni z księdzem
Karolem Wojtyłą pisałam do niego, a raczej dla niego moje myśli, bo
mieliśmy tradycję wspólnego rozmyślania rano po Mszy św. Ksiądz Wojtyła
wybierał tekst, nad którym rozmyślaliśmy w ciągu dnia i omawialiśmy go
wieczorem. Ale gdy ktoś z nas wyjeżdżał, on pisał dla mnie teksty
przeznaczone na każdy dzień, a ja ze swej strony pisałam, co myślę na
dany temat - trochę tak jak "zadanie domowe"- w zeszycie, który mu
dawałam po spotkaniu. Czytał to zawsze i niekiedy robił swoje uwagi.
Z tych kolejnych, przez szereg lat pisanych moich myśli wybrałam
niektóre i one stanowią następne rozdziały. Całość tekstów z okresu 50
lat byłaby za obszerna dla publikacji i zresztą zbyt osobista. Osobne
rozdziały stanowią lata 1962, 1967 i 1978.
Do tych notatek dołączyłam, niejako przeskakując czas, uwagi
wyjaśniające łączność zdarzeń. Zasadniczo rozdziały te następują po
sobie w porządku chronologicznym, oprócz części, którą zatytułowałam
"powroty". Te teksty mają inny charakter, są to moje listy, a raczej
notatki, pisane już, gdy Karol Wojtyła został Papieżem i wyjechał na
zawsze z Krakowa. Są one o tyle odmienne, że - na jego prośbę -
zawierają opisy przyrody, opisy miejsc, które polubił w naszych górach
i będąc zamknięty w Watykanie, wspominał je. Interesował się nieomal
każdym drzewem, a ponieważ wracałam tam wiele razy, powstały notatki,
które ułożyłam odmiennie - nie według lat, a według miesięcy, bo opisy
przyrody powtarzały się w ciągu roku. Więc zebrałam z tych 27 lat
notatki z każdego miesiąca według kalendarza, począwszy od września, bo
ostatni raz Ojciec Święty był tam w sierpniu 1978 r. Zebrałam je w ten
sposób, aby nie powtarzać podobnych nieraz opisów, a więc każdy miesiąc
zawiera teksty z różnych lat, ale z tego samego miesiąca.
Ponadto Ojciec Święty pisywał dla mnie swoje myśli i od początku
naszej przyjaźni nazywaliśmy go Bratem, stąd w listach jego skrótowy
podpis "Br.".
Ojciec Święty czytał wszystkie te teksty i wszystkie je
zaakceptował. Nie ma w tej książce żadnej strony niezaakceptowanej
przez niego. Dopiero rozdział końcowy, który zadedykowałam "rodzinie i
przyjaciołom" powstał obecnie i tego tekstu on już nie czytał, ale znał
oczywiście opisane w nim zdarzenia.
Tak powstała ta książka - niespójna, niezaplanowana i niepisana do
druku. Jeżeli teksty te udostępniam teraz ludziom, to wyłącznie
dlatego, że przekonano mnie, że "ludzie mają prawo znać swoich
świętych, ich życiorysy".
Ale są to zarazem moje dzieje - i tego nie mogę zmienić; w pewnym sensie są to dzieje mojej duszy.
Przed spodziewaną już śmiercią Ojca Świętego zapytałam go, czy
spalić te notatki? Odpowiedział: Szkoda. Ale jednak wahałam się.
Dostałam jednak odpowiedź od spowiednika: "Dzieje świętego należą do
ludzi, nie są prywatną własnością" - należą do Kościoła.
Są one jednak bardzo prywatne i zasadniczo wolałabym, aby się ukazały po mojej śmierci; jednak przekonano mnie - więc ulegam.
Wanda Półtawska
Hyszówki, 13 grudnia 2006 r.
********
Z perspektywy męża
Jak niewiele jest ludzi i jak nie ma prawie
Pragnących się objawić!...
Cyprian Norwid, Kółko
Zawarte w tej książce teksty to w przeważającej części różne formy
rozmyślań i modlitwy - toteż nie można jej czytać jako po prostu
opowieści, zdania sprawy z pewnej historii, czy jako utworu
literackiego, choć jest też zapisem dziejów człowieka-kobiety i lekarza
psychiatry oraz jej bardzo bliskiej przyjaźni z człowiekiem-mężczyzną,
który był kapłanem, duszpasterzem i Papieżem. Nie jest to utwór, pisany
dla czytelnika, a intymne "dzieje duszy"; fakt ten stawia czytelnikom
specjalne wymaganie podjęcia wysiłku rozmyślania - i, w miarę możności,
także modlenia się - wraz z jej Duszpasterzem, Spowiednikiem i
Przyjacielem, i z nią samą. (...)
Po drugiej wojnie światowej z wielu stron odezwały się głosy: Czy
możemy żyć po Auschwitz, czy cała okropność ludobójstwa XX wieku nie
zmieniła gruntownie obrazu człowieka? Lub nawet: Czy nie zmieniła w
sposób istotny samej ludzkości?
Autorka książki, przeżywszy pierwsze cztery lata trzeciego
dziesięciolecia swego życia w obozie koncentracyjnym Ravensbrück,
poddana tam przez hitlerowskich lekarzy operacji doświadczalnej i w
następstwie tych przejść skazana w późniejszym swoim życiu na ciężkie
bóle fizyczne, miała dość powodów, aby także zadać sobie to
pytanie.(...) Szukała kogoś, kto by ją zrozumiał i pomógł - i natrafiła
na spowiednika, księdza Karola Wojtyłę.
Drugi rozdział książki przedstawia to spotkanie w jego kontekście,
atmosferze i genezie oraz zawiera szkic dalszego rozwoju ich przyjaźni.
Spotkała kogoś, kto jak od razu wyczuła i zrozumiała, gotów był iść z
potrzebującym wiele kroków, poświęcić mu wiele czasu i cierpliwości,
czyniąc siebie niejako przezroczystym oknem na Boga i na prawdę o Bogu
i o człowieku.
Było to spotkanie dwu silnych indywidualności, które miały ze sobą,
przy zasadniczej różności, wiele wspólnego; spotkanie bardzo -w
najgłębszym sensie - męskiego mężczyzny i bardzo - w najlepszym sensie
- kobiecej kobiety: wrażliwej, o bogatej dynamice uczuć, pracującej z
oddaniem dla innych.
Ona zobaczyła w nim dojrzałą męskość kapłana i ojca, a zarazem
współczującego brata. On w miarę tego długiego kierownictwa i
współpracy poznawał w niej kobiecość, co przy tak głębokim
zainteresowaniu człowiekiem, zwłaszcza zaś żywym zajęciu się sprawami
rodziny i miłości małżeńskiej - sprawami, które także jej leżały już
wtedy na sercu - było niewątpliwie ważnym i owocnym doświadczeniem dla
wielkiego Duszpasterza i teologa, a także filozofa i poety.
Przedstawiony w książce przebieg przyjaźni - powiedzieć nawet
można: eksperymentu - i jej owoce są świadectwem potwierdzającym
pozytywną odpowiedź na pytanie o człowieka, pytanie, które w tak
dramatyczny sposób stanęło dziś przed ludzkością. Świadectwo to trzeba,
jak sądzę, widzieć jako dar: dar wielkiego Papieża dla pytającej
ludzkości. Publikacja książki jest niejako przekazaniem tego daru.
Cieszę się i jestem dumny z tego, że mogłem pomóc w jej przygotowaniu.
(...)
Andrzej Półtawski
(ze wstępu)
Kraków, 8 marca 2008 r.