Bezpieczne zakupy, 100% gwarancja satysfakcji
Wczytwanie, proszę czekać...
JEGO SŁOWA BYŁY ZIARNEM
Po śmierci Jana Pawła II zrobiła się we mnie duchowa pustka. Często sięgam do tekstów biblijnych. I to, że zacząłem studiować Pismo Święte to wpływ właśnie Papieża. Słowa Ewangelii nabrały prawdziwego znaczenia, bo Ojciec Święty zapraszał, by korzystać z tych świętych słów i recept na życie. Zacząłem zwracać uwagę na głos kapłana i otwierały mi się oczy. Nie przeżywam kryzysu wiary, ale przeżywam brak Ojca Świętego, który u wielu ludzi spowodował nawrócenie. Niektórzy swoje niechodzenie do kościoła zwalają na złą postawę kapłana. Trudno im wytłumaczyć, że on jest tylko pośrednikiem. W przypadku Papieża ten pośrednik był potężny. Moja przygoda z Panem Bogiem ciągle trwa... I Papież ma w niej swój udział. On mówił o sprawach ważnych językiem prostym, uniwersalnym, który docierał wszędzie. On nawet trudne kwestie teologiczne umiał przekazać wszystkim, by Wieża Babel przestała istnieć. Nagle mówi starszy pan pięknym językiem i słowa te niby ziarna sieje w sercach ludzi. A największym tego dowodem są uzdrowienia duchowe dokonane przez Papieża.
MOJE SPOTKANIA Z PAPIEŻEM
To był dzień
wyboru Karola Wojtyły na Papieża. Przebywałem wówczas
w
Stanach Zjednoczonych, pamiętam, bo wstąpiłem do sklepu z
płaszczami
w dzielnicy włoskiej. Spodobał mi się płaszcz,
ale był bardzo drogi i nagle słyszę, jak właściciel sklepu
nieprzytomny od szczęścia krzyczy: „Papa Polacco”. Przybiegł
do mnie, pytając, czy ja też jestem z Polski. „Masz ten płaszcz
za połowę ceny – powiedział – bo papieżem jest Polak”.
Dzisiaj wspominam ten fakt, żartując sobie trochę, że to był
pierwszy dar, jaki otrzymałem od Wojtyły, który został
Papieżem...
Po powrocie z emigracji wiara pomogła mi przeżyć potworny wypadek samochodowy, z którego wraz z synem cudem wyszliśmy...
Pierwsze, wymarzone spotkanie z Janem Pawłem II sięga 1997 roku, kiedy On przyjechał do Częstochowy. Czekaliśmy na Niego cztery godziny. Śp. Biskup Chrapek, który lubił jak śpiewam Ave Maria, razem z paulinami dosłownie przepchnął mnie przez obstawę na schodach klasztoru przed samo oblicze Papieża. Miałem ze sobą ozdobioną skrzyneczkę z moimi nagraniami. Wśród nich były pieśni Jemu zadedykowane, przybliżające odległą Ojczyznę. Zaprezentowałem Mu jej zawartość, mówiąc, że część tych kaset ma podarować tym siostrom, które Go tak dobrze karmią... Wtedy Papież uśmiechnął się, pobłogosławił mnie i wręczył różaniec perłowy, który zdaję sobie, że jest ogromnym wyróżnieniem dla specjalnych osób.
W roku 2000 kiedy
przyjechaliśmy do Rzymu z pielgrzymką artystów,
w lipcu, było
niezwykle gorąco. Miałem zaśpiewać a
cappella Pan mym pasterzem.
Po zapowiedzeniu mnie przez ks. Nowoka, trzydziestotysięczny tłum
moich rodaków zaczął bić brawo i Ojciec Święty wychylił się,
by zobaczyć, komu to brawo biją. Zaśpiewałem przed Nim z wielką
tremą, przekonaniem
i emocją. Po występie usłyszałem szept
księdza Nowoka: „A teraz biegiem do Ojca Świętego i na kolana”.
Ja chodziłem o lasce, bo po wypadku miałem uszkodzone biodro,
wiedziałem, że biegiem mogę nie dać rady, ale rzuciłem tę
laskę... Nie czując bólu, dotarłem do Papieża, uklęknąłem
przed Nim i jak spojrzałem w twarz, zacząłem płakać. Nie wiem
dlaczego... To był taki synowski płacz i wyznanie win i taka bez
słów spowiedź. Trzymałem rękę Papieża i nie chciałem puścić.
Ktoś podpowiedział mi, żebym ją ucałował i taki zapłakany
wróciłem na miejsce...
Na kolejne spotkanie z Papieżem byłem już przygotowany. Pomyślałem, że tym razem nie mogę dać plamy i powiem parę zdań Papieżowi. Kiedy uklęknęliśmy przed Nim wraz z moją żoną i managerem, zacząłem: „Najdroższy Ojcze Święty, my niegodni”... A On podniósł rękę, przerwał mi i zapytał:
„A dlaczego niegodni?”. Rozbroił nas... On nas dźwignął...
Miałem to szczęście spotkać także Benedykta XVI. On sam był dla mnie wielkim zaskoczeniem. W czasie audiencji, na placu Świętego Piotra zbliżył się do barierek z taką słodkością i życzliwością. Miał uśmiechnięte oczy dziecka, kiedy przedstawiono mnie. „Pan jest śpiewakiem? – pytał – i śpiewa Pan o Janie Pawle II?”. Jego zachowanie rodziło we mnie ogromne wzruszenie...
MOJA WIARA
Jestem wychowany w rodzinie chrześcijańskiej, która poświęcona była w szczególny sposób Sercu Jezusa. Miałem wspaniałą matkę chrzestną, siostrę mojego taty, która w trakcie chrztu trzymała mnie cały czas w górze, bo chciała, by mały Krzysiu był jak najbliżej Boga. Ta Boża łaska nie jest dla mnie tajemnicą, bo ona się przewija przez moje życie. Nagle kiedy mam 16 lat, umiera mój ojciec na raka. On był dla mnie przykładem. Ludzie ubodzy pukali do naszych drzwi i prosili nie o pieniądze, tylko o kawałek chleba lub jakieś odzienie i mój ojciec dzielił się z nimi. Pamiętam, że jednego to nawet wykąpał...
Zaraz po wyzwoleniu
Katowic, kiedy była straszna bieda w 1946 roku ojciec, który był
barytonem, śpiewał Rosjanom, zapraszany na ich spotkania. Po każdym
takim występie dostawał pełną ciężarówkę jedzenia, którym
dzielił się
z całą kamienicą.
Po stracie ojca zrobiła się ogromna dziura w moim sercu, krwawiąca rana. Ta rana nie zagoiła się do dzisiaj, ale kiedy w innych ludziach odnajduje cechy ojca, to wtedy jest mi tak lżej. Kiedy zmarł ojciec, ta wiara nastolatka, która ograniczała się do pójścia do kościoła i obserwacji rodziców zatraciła się, to że ją odzyskałem, spowodował Jan Paweł II.
Brakuje mi Jego słów, wystąpień, spotkań, On ciągle przecież nas nawracał. A jeśli o mnie chodzi, to ja muszę się nawracać kilka razy na dzień. Tak często sobie myślę, że skoro niewierny Tomasz, który widział cuda miał wątpliwości, to rozumiem dlaczego Chrystus wypowiedział słowa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Nie jest łatwo uwierzyć, wiem o tym bardzo dobrze, bo jestem człowiekiem walczącym o każdy dzień, żeby był bez grzechu. Wiem, że istnieje świat demoniczny. Pobyt na ziemi to wielki dla nas test, o tym mówił i pisał Jan Paweł II. Mógłbym dać wiele dowodów na to, że modlitwa działa...
Któregoś razu przed koncertem dostaję arytmii serca... Wiedząc, że ludzie modlą się do Ojca Świętego i On im pomaga, wziąłem więc za różaniec i po raz pierwszy wzbudziłem intencję za wstawiennictwem Papieża. I prosiłem tak jak dziecko: „Ojcze Święty mam koncert... Przecież ja dla Ciebie śpiewam podczas wieczoru dwie piosenki”... i zaczynam się modlić. Na ostatniej dziesiątce arytmia mi zniknęła. Poszedłem pod prysznic i tak sobie myślę, jaki jestem niegodny, niedobry... I nagle usłyszałem wewnętrzny głos: „Nie przesadzaj”...
I za każdym razem, kiedy czuję arytmię zaczynam się modlić i myślę, że Jan Paweł II tam w niebie już o tym wie i sobie myśli: „Temu Krawczykowi kiedy zaczyna dokuczać serce, to ja muszę zaraz to przerwać”...
BYŁEM EMIGRANTEM
Co to znaczy być
emigrantem? Rosjanie mają takie powiedzenie: „Bez stresu nie ma
progresu”... Emigracja to taki skok na bungee, adrenalina jest
potrójna, bo trzeba zapłacić rachunek, a nie ma się z czego. Nie
ma się kontraktu, pracy, więc trzeba wyjść na dach i przybijać
dachówki, trzeba być kierowcą, trzeba nalewać drinki, trzeba się
czepiać prac, które nie zawsze są miłe do wykonywania. Z tego
stresu emigracyjnego zostałem wyciągnięty, kiedy już byłem
lekomanem. Z listy narkotyków, to prócz heroiny zażyłem kilka
silnych środków. Wyszedłem z tego dzięki modlitwie i dzięki Ewie
– mojej żonie, która powiedziała któregoś dnia, że ona teraz
będzie moją lekomanią.
I rzeczywiście, miłość wypełniła
nas... Dlaczego się mówi, że ludzie na emigracji więcej piją,
narkotyzują się? Stres powoduje, że człowiek jest na to podatny i
szuka ujścia adrenaliny. Tylko Bóg może ją przemienić w progres.
Na emigracji wiara moja wzmocniła się i pomogła mi w tym postawa
ludzi wierzących. Pamiętam, że poprosiłem moją teściową o
książeczkę do nabożeństwa. Pamiętam z niej takie zdanie: „Bóg
żyje w nas, a my w Bogu”. I uświadomiłem sobie, że wszystko, co
nas otacza, nie mogło powstać przez przypadek, bo to nie jest tylko
działanie natury, to jest miłości...
Jestem słaby i upadający, ale cieszę się, że mam tę siłę, by złapać za różaniec. W sytuacjach, w których rozum ludzki, inteligencja, spryt nie mogą sobie poradzić z problemami, on jest dla mnie orężem do walki. I modlę się w różnych intencjach. Za zmarłych... I na pierwszym miejscu wymieniam Jana Pawła II. On był dla mnie od początku święty, ale teraz jeszcze bardziej, kiedy o coś Go poproszę i nagle to otrzymuję...
Krzysztof Krawczyk, piosenkarz.
Jego repertuar zawiera piosenki o treści religijnej,
które śpiewa w hołdzie Janowi Pawłowi II.
KALWARYJSKIE DRÓŻKI ZAPROWADZIŁY GO
DO ŚWIĘTOŚCI
Każdy bezpośredni
kontakt z Papieżem wywoływał wielką radość
i napełniał
wewnętrznym pokojem. Jego spojrzenie niwelowało bariery, które
w
naturalny sposób powstają pomiędzy zwykłym człowiekiem i „kimś
wielkim”. Każde spotkanie wywoływało wielkie wzruszenie, podobne
do tego, jakie towarzyszy spotkaniom syna z dobrym ojcem.
Chociaż wszystkie spotkania kodowały się w moim sercu bardzo głęboko, to jednak najtrwalej zapisała się w mojej pamięci ostatnia pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, zakończona modlitwą w sanktuarium kalwaryjskim. Urzekające były słowa homilii, które Ojciec Święty wygłosił z okazji 400-lecia fundacji Kalwarii, oraz modlitwa zawierzenia, w której Papież powierzył Kościół, świat, wszystkie stany i wreszcie siebie samego opiece Matki Bożej Kalwaryjskiej.
Jednakże
najbardziej poruszająca była nieplanowana wcześniej
i
praktycznie opóźniająca rozpoczęcie Mszy Świętej, ponad
trzydziestominutowa modlitwa w ciszy przed obliczem Tej, która –
jak sam mówił – „wychowywała jego serce od najmłodszych lat”.
Ta modlitwa bez słów, podczas której kilkakrotnie Ojciec Święty
z trudem podnosił oczy, by spojrzeć na cudowny obraz Matki Bożej,
była świadectwem Jego fizycznej niemocy i równocześnie duchowej
siły. Powiedziała ona więcej o Papieżu, Jego pobożności
maryjnej i umiłowaniu kalwaryjskiego sanktuarium niż najlepszy film
biograficzny. Właśnie ten obraz Papieża utrudzonego, niejako
resztkami sił dzielącego się swoją wielką wiarą i miłością,
pozostanie w moim sercu i pamięci na zawsze. Resztkami sił dzielił
się wiarą i miłością...
Od ponad czterech wieków sanktuarium pasyjno-maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej stanowi ważne ogniwo Kościoła nie tylko w archidiecezji krakowskiej, lecz również w skali kraju i państw sąsiednich. Świadczą o tym przybywające tu od stuleci rzesze pielgrzymów z całej Polski, a także grupy pątnicze z zagranicy, zwłaszcza ze Słowacji, Węgier i Ukrainy.
Dokonany 16
października 1978 roku wybór Metropolity Krakowskiego na Następcę
Piotra, tchnął w to podbeskidzkie sanktuarium nowe życie. Papież
„z dalekiego kraju” zwrócił uwagę całego świata na jego
rodzinny dom, miasto, gdzie się urodził, miejsca, które
szczególnie kochał. Wśród nich na jednym
z czołowych miejsc
znalazło się sanktuarium kalwaryjskie, które od pamiętnej
pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny z 1979 roku zaczęto nazywać
„Kalwarią Papieską”.
Prowadzone statystyki z roku na rok wykazują wzrost zainteresowania tym szczególnym miejscem kultu. Dzisiaj odwiedza je rocznie 1,5 mln pielgrzymów, wśród których znajdują się przedstawiciele ponad 50 krajów świata. Z całą pewnością wzrost liczby pątników należy wiązać z faktem umieszczenia Kalwarii na tzw. „szlaku papieskim” między Łagiewnikami i rodzinnym miastem Papieża.
Pragną oni również
spełniać dwukrotnie wypowiedzianą papieską prośbę
o
modlitwę w Jego intencji „za życia i po śmierci” (1979, 2002).
Obok tej prośby nie przeszedł obojętnie pielgrzymujący do
Kalwarii w 2006 roku Benedykt XVI, który wyznał: „Dzisiaj
chciałem się zatrzymać na moment w kaplicy Matki Bożej i z
wdzięcznością pomodlić się za niego, zgodnie z jego prośbą”.
Na koniec dodał i własną: „Idąc za przykładem Jana Pawła II,
ja również zwracam się do was z serdeczną prośbą, abyście się
za mnie tu modlili i za cały Kościół”.
Dziś modlitwa za Papieża przybrała formę błagania o rychłą beatyfikację Jana Pawła II i dziękczynienia za to, że przed laty na Następcę Piotra Bóg wybrał jednego z Pielgrzymów Kalwaryjskich, „powołał Go niejako z tych wzgórz, mówiąc do niego: Paś baranki moje, paś owce moje” (1979). Opiekunowie sanktuarium zachęcają również do modlitwy za obecnego Ojca Świętego, i sami to czynią, włączając Jego intencje do sprawowanej od ponad 30 lat codziennej Eucharystii, zwanej „Mszą papieską”.
Żywe związki Jana
Pawła II z sanktuarium sprawiły, że wielu pątników traktuje
Kalwarię jako szczególne miejsce Jego duchowej obecności.
Przybywają tutaj, by dotknąć miejsc, które tak bardzo umiłował
Ojciec Święty
i proszą, by pokazać im te przedziwne dróżki,
które zaprowadziły Karola Wojtyłę do świętości.
o. Damian Muskus OFM, kustosz sanktuarium
w Kalwarii Zebrzydowskiej
NIE CHCIAŁAM MU ZAWRACAĆ GŁOWY...
Jan Paweł II jest dla mnie autorytetem niewątpliwie. Czuję do Niego wielką sympatię i wielki dla Niego podziw. Paradoksalnie ten podziw związany jest z Jego człowieczeństwem. W nauki nigdy się nie zgłębiłam tak naprawdę. Znam je tak jak wszyscy katolicy z Jego homilii i wypowiedzi publicznych. Ale to, co na mnie robiło zawsze największe wrażenie i czego się uczyłam od Niego to prostota. To mnie zawsze poruszało najbardziej. Kiedyś zostałam zaproszona, po nagraniu płyty dla Niego z poezją, ale nie skorzystałam zaproszenia, pomyślałam sobie, że nie będę Mu sobą zawracać głowy. Pomyślałam, że miałby ze mną problem, nie miałam ślubu kościelnego z moim mężem, z przyczyn ode mnie niezależnych, co prawda, ale wydało mi się, że moja wizyta byłaby nie na miejscu.
Karol Wojtyła kochał teatr, wielu aktorów czuje z Nim szczególną więź... Tak, oczywiście, to naturalne zresztą. Czuliśmy, ludzie teatru, zawsze szczególną więź z Nim, właśnie w związku z tą Jego „słabością”, o której zresztą mówił wielokrotnie.
Dla mnie Jego twórczość, szczególnie teatralna, była jakby niedostępna. Zbyt skomplikowana, zagmatwana. Nie starczało mi wiary, aby przyjąć ją ot tak, po prostu. Kiedy czytałam i poezje, i utwory teatralne, czułam, że są dla mnie niedostępne, choć czułam także, że są napisane z wielkiej wiary i potrzeby ludzkiej. To mnie poruszało. Czułam ich krystaliczną czystość i konieczność, jakby nakaz w Jego intencjach.
Świętość jest dla mnie największym, najprostszym, najszerzej pojętym człowieczeństwem. Wielkością człowieczeństwa.
Miejsce wiary i modlitwy w moim życiu jest niezauważalne i jednocześnie bardzo ważne, fundamentalne powiedziałabym. Ale nie jestem osobą, która szuka Boga czy zdradza się z Jego potrzebą. Czasem w twórczości, dotykałam zagadnienia wiary, z prawdziwej zresztą potrzeby, z zagubienia jakby. Ale generalnie uważam te sprawy za zagadnienia bardzo osobiste i nadzwyczaj intymne.
Krystyna Janda, aktorka filmowa i teatralna,
właściciel Teatru Polonia, zdobywca wielu nagród
WIDZĘ W NIM MISTRZA, RZEMIEŚLNIKA
SZTUKI AKTORSKIEJ
Otrzymał nagrodę Totus przyznawaną z okazji Dnia Papieskiego przez Fundację Dzieło Nowego Tysiąclecia. Do niego należało pierwsze publiczne odczytanie Testamentu Jana Pawła II. Nagrał płytę z tekstem Tryptyku rzymskiego oraz Świadectwa kard. Dziwisza wraz z p. Adamczykiem.
Ojca Świętego
miałem zaszczyt spotkać dwukrotnie. Za każdym razem były to
spotkania bardzo krótkie. Pierwsze miało miejsce jeszcze w stanie
wojennym na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, kiedy podszedł
do grupy aktorów występujących w programie przed Mszą Świętą.
Przywitał się z nami, wręczył każdemu różaniec. Drugie
spotkanie odbyło się kilka miesięcy przed Jego śmiercią. Wraz z
Chórem Uniwersytetu Śląskiego nagraliśmy płytę
z
fragmentami tekstów Ojca Świętego. Po audiencji generalnej
dopuszczono nas do tronu Papieża i ja miałem to szczęście być
najbliżej Jego osoby i to było jedyne takie spotkanie. A, że jakiś
czas temu nagrałem swoją własną płytę: Tryptyk
rzymski zapytałem
Papieża, czy mogę Mu ją podarować. Odpowiedzi nie zrozumiałem,
bo Papież już nie wyraźnie mówił i był zmęczony. Najbardziej
żałuję, że nie mogłem wraz z aktorami wziąć udział w
pielgrzymce do Watykanu zaraz po stanie wojennym, nie otrzymałem
paszportu, było to kara za działalność w stanie wojennym.
Jan Paweł II gdyby nie został księdzem, byłby wybitnym aktorem. Był dla mnie niezwykłym rzemieślnikiem sztuki aktorskiej. Wspaniale operował słowem, pauzą, umiał przepięknie mówić, miał niezwykły głos. Widzę w Nim mistrza. Z jego umiejętności i talentu korzystam pełnymi garściami, czytając zarówno Tryptyk rzymski, jak też inne utwory. Kiedy przymierzałem się do pierwszych tekstów Jana Pawła II, było to na początku Jego Pontyfikatu, kiedy w naturalny sposób zainteresowano się Jego twórczością. Te teksty wydawały mi się trudne. Tryptyk rzymski jest napisany prostym językiem, mimo że mówi o skomplikowanych sprawach. Jest tekstem głębokim i im dłużej z nim obcuję, wchodzę w jego głębię, dokopuję się do drugiego dna, odkrywając coraz to więcej tajemnic. Dlatego dziś wydaje mi się on coraz prostszy.
Odczytanie Testamentu Papieża było niezwykłym przeżyciem. Tekst otrzymałem właściwie przed transmisją i miałem świadomość, jaki jest to moment, przez kogo tekst ten został napisany i co znaczy dla tych, którzy go będą słuchać zgromadzeni przed telewizorami. To oczywiście powodowało we mnie duży stres. Ale waga tego momentu na tyle mnie zmobilizowała. Myślę, że wykonałem to zadanie w miarę profesjonalnie.
Użyczyłem głosu Jon Voightovi w filmie Papież Jan Paweł II. Podłożenie głosu do filmu rzeczywiście wymagało niezwykłego przygotowania i skupienia. Starałem się tak pracować i tak przekazać tę rolę, żeby wydawało się wszystkim, że przemawia do nich z ekranu Jan Paweł II.
Przy nagrywaniu
Świadectwa
nie
musiałem udawać. Myślę, że zdarzenia spisane przez Kardynała
Dziwisza, bo tylko on pewne rzeczy mógł widzieć
i w nich
uczestniczyć, są dla nas niewątpliwie cennym świadectwem.
Twierdzę jednak, że najlepiej sam Jan Paweł II opowiada o sobie,
tekstami spisanymi przez samego siebie... Największą wiedzę o
Papieżu znajdujemy w tym, co sam nam przekazywał i w lekcjach,
które nam udzielał.
Krzysztof Kolberger, aktor.
GŁÓD OJCA...
Teksty Jana Pawła
II, które śpiewam, są niezwykłą przygodą intelektualną,
spotkaniem z wielką osobowością, myślicielem naszych czasów, nie
tylko naszych, zresztą. Ten człowiek przerasta nasze czasy. To
osoba wyjątkowa. Papież, który jako pierwszy zrezygnował z
lektyki – to dla mnie metaforyczne.
I jako pierwszy przekroczył
progi synagogi. To On wielokrotnie prosił
w imieniu innych o
przebaczenie...
Nie spotkałem się
z Nim nigdy, ale wiem, że słuchał koncertów, w których brałem
udział i że Mu się bardzo podobały, kazał podziękować. Jeśli
dzisiaj mógłbym Go spotkać, przede wszystkim uściskałbym Go
najserdeczniej
i dziękowałbym... za to, że słuchał Pana
Boga, serca i mądrych ludzi i prosił
o zmianę „oblicza tej
ziemi”. Za to, że zrobił nam, jeśli mogę użyć tego zwrotu –
„najlepszą reklamę” na świecie: kiedy przebywam za granicą i
mówię, że jestem Polakiem, wielu ludzi wspomina ze wzruszeniem
Papieża Karola Wojtyłę i patrzą na mnie innymi, lepszymi oczami,
tylko dlatego, że jestem Polakiem – tak jak On. Niewolę
komunistyczną, w jakiej byliśmy, porównują do niewoli egipskiej,
gdzie On był Mojżeszem, który odważył się nas wyprowadzić.
Pokazał, jak kierować się sercem i umysłem, próbując
rozwiązywać problemy współczesności, także te polityczne,
społeczne i historyczne. Myślę o Jego roli Ojca... O głodzie
ojca, który się objawił w Polakach. O Jego autorytecie na całym
świecie. On nie tylko jest najbardziej znanym Polakiem w historii,
ale też – co jest wyjątkowe – najbardziej kochanym. A jego
odchodzenie, starość i choroba, słabość ciała i siła ducha –
były dla współczesnego, konsumpcyjnego świata niesamowitym
wyzwaniem, symbolem triumfu ducha nad materią, mądrości nad
niedołęstwem pseudowartości...
Śpiewam o ludziach, o sobie, do Boga... Te piosenki są moją z Bogiem rozmową. Ośmielam się twierdzić, że śpiewanie o człowieku, o całym człowieku, jest możliwe tylko wtedy, kiedy śpiewa się o jego ciele, które jest piękne i dobrze wymyślone i o jego podobnie świetnie wymyślonej duszy... Jan Paweł II myślał tak samo, Jego humanizm był wielki, ale bliziutko każdego człowieka.
Moja wiara to odkrywanie rzeczywistości, duchowej i tej fizycznej. Kształtuje hierarchię moich wartości. W miejscu Boga jest Bóg. Determinuje moje działanie w życiu, z którego jestem zadowolony. I jestem szczęśliwy, że odkryłem ten sekret rzeczywistości...
Mieczysław Szcześniak, piosenkarz, kompozytor, autor tekstów.
Uczestnik koncertów dedykowanych Janowi Pawłowi II.
M.in Kantaty Jazzowej do poezji Karola Wojtyły:
„Miłość mi wszystko wyjaśniła” Joachima Mencela.
CHŁOPIEC PRZEBUDZIŁ SIĘ PO 9 DNIACH
W niewielkim Zbarzewie – dekanat święciechowski, oddalonym od Leszna 15 km. Maria i Adam po trzynastu latach małżeństwa otrzymali syna. Dziękując Bogu, nadano mu imię Karol na cześć Ojca Świętego Jana Pawła II, duchowo polecając syna opiece Papieża. Karol nie wyróżniał się niczym na tle innych chłopców. Poza ostatnim leczeniem w 2005 r. raz tylko przebywał w szpitalu, gdy miał 6 lat. Jest dzieckiem bezproblemowym, statecznym, spokojnym, ułożonym, myślącym ponad swój wiek, umie się wypowiadać. Taką opinią cieszy się u nauczycieli, psychologów, rodziców. W domu i na terenie posesji lubił naprawiać i majsterkować. Nie stronił od kolegów. Lekarze ostatnio dołączali kolejny przymiot – rozumie i cierpliwie przejmuje cierpienia.
Choroba chłopca uaktywniła się wiosną ubiegłego roku. Rozpoznano anemię i żółtaczkę. Chłopiec słabł, tracił przytomność. Założono mu maskę tlenową, gorączka utrzymywała się. Po tygodniu umierającego Karola przewieziono do Poznania. Kolejna seria badań. Tymczasem płuca zalewały się krwią, prawdopodobnie pękło małe naczynie włosowate.
Rodzice zostają poinformowani, że z powodu coraz mniej wyczuwalnego tętna i coraz wolniejszej pracy serca trzeba chłopca intubować. Nie wiadomo, czy się obudzi.
„Wszystko w rękach najwyższego Boga” – stwierdzają lekarze. „Niech w parafii się modlą, z naszej strony zrobiliśmy wszystko” – dodaje pani ordynator.
Wraz z parafianami kierowałem ku Bogu nieustający szturm modlitw, każdy na swój możliwy sposób starał się łączyć z cierpiącym Karolem i jego rodzicami. Cała parafia zna Karola. Odprawiono wiele Mszy Świętych, odmawiano również modlitwę o cud powrotu do życia przez wstawiennictwo Sługi Bożego Jana Pawła II.
I stał się cud... Chłopiec przebudził się po 9 dniach, a pierwszym słowem, jakie wypowiedział było „mama”, bo cały czas była ona przy nim. Pani ordynator prosiła, by mówić do chłopca w dzień i w nocy. Choć aparatura zastępuje procesy życiowe i chłopiec śpi, to jednak słyszy głos bliskich osób. Kolejne badania wykazały wadę serca. Przeprowadzono operację, zapisując dietę bezglutenową i bezmleczną. Jak mówi pani ordynator, to choroba rzadko spotykana; w jej dwudziestoletniej pracy był to dopiero 5. przypadek.
Przybyłem do
szpitala i ujrzałem Karola walczącego z chorobą. Na znak, że mnie
rozpoznaje, słyszy i rozumie, lekko ścisnął mi palec ręki.
Zacząłem: „Wrócisz, wrócisz do domu i do rodziców i będziesz
jeszcze ministrantem, będziesz służył Chrystusowi i mi pomagał...
Odprawimy Msze dziękczynne
i napiszemy rozdział do książki o
cudach zdziałanych przez Boga za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana
Pawła II”. W imieniu rodziców Karola
i swoim własnym pragnę
podziękować służbie zdrowia, szczególnie pani ordynator w
Poznaniu, za pełną oddania służbę ratowania młodego życia.
Parafianom za otwartą dłoń i oddaną krew, zamówione Msze Święte,
obecność w kościele, modlitwę. Bóg zapłać.
Ksiądz proboszcz i rodzice
OBRAZEK JANA PAWŁA II
BYŁ PRZY JEGO ŁÓŻECZKU...
Kilka miesięcy temu poprosiłem o obrazek z ex indumentis Sługi Bożego Jana Pawła II i nie sądziłem, że będę świadkiem tak wielkiego cudu za przyczyną Jana Pawła II. W dniu 1 czerwca br. w Opolu urodził się nam syn Mikołaj Józef. Niedługo po porodzie stwierdzono ubytek w przegrodzie serca oraz brak ciągłości łuku aorty. Trudno wyrazić nasz lęk, ból i niepokój o życie syna... Został przewieziony 4 czerwca do Śląskiego Centrum Chorób Serca. Jego stan był stabilny i ciężki. Nieustannie ufni w Bożą Opatrzność i Miłosierdzie prosiliśmy o dar uzdrowienia dla naszego pierworodnego syna. 11 czerwca operacja była niezmiernie trudna i dramatyczna, zamiast 4 godzin trwała 7. Stan syna był krytyczny i całą noc doktor walczył o jego życie, a nam pozostawała modlitwa.
Następnego dnia otrzymałem telefon, iż muszą reoperować Mikołaja, by ratować mu życie, choć reoperacja wiązała się z ryzykiem śmierci. Po tym telefonie pojechałem przed planowaną reoperacją z relikwiami Jana Pawła II do Mikołaja i poprosiłem, by były przy jego łóżeczku. Nieustannie towarzyszyła nam ufna modlitwa z prośbą o wstawiennictwo Sługi Bożego Jana Pawła II do Miłosierdzia Bożego. I nastąpił cud – tętno, ciśnienie i inne funkcje życiowe zaczęły powracać do normy, odstąpiono od reoperacji. Profesor stwierdził, iż tego nie rozumie i nazwał to zdarzenie „palcem Bożym”, natomiast ordynator oznajmił z radością, że powinienem dać świadectwo o cudownym wstawiennictwie kochanego Papieża.
Przepraszam, że tak chaotycznie i syntetycznie przedstawiam wydarzenia, jednak ze względu na fakt, iż minęło niewiele czasu od tamtych wydarzeń, nie potrafię inaczej opisać tego cudu. Korzystając z okazji proszę o modlitwę, o uzdrowienie serduszka Mikołaja, gdyż podczas reanimacji częściowo została uszkodzona „łatka” w przegrodzie serca i nadal pozostaje szczątkowy ubytek, który może zarosnąć. Obrazek z ex indumentis Sługi Bożego Jana Pawła II podarowałem profesorowi, który operował mojego synka.
Arkadiusz
Witam serdecznie, napiszę szczerze, że Wasza ksiegarnia zrobiła na mnie ogormnie wrażenie. Jeszcze w żadnym sklepie nie spotkałam się z tak miłą obsługą. Tyle starania o to, by klinet otrzymał zamówione produkty do domu. Jestem również ogromnie zaskoczona Waszym zainteresowaniem ludźmi, którzy u Was kupują. Jestescie ciekawi, czy podoba im sie książka, czy dotarła w doskonałym stanie, co nas interesuje i takie różne sprawy.
Sylwia
Jestem jednocześnie bardzo pozytywnie zaskoczony prywatnym i osobistym podejściem właściciela Glorii do własnych klientów. Dziękuję za wiadomość.
Rafał
Muszę przyznać, że Państwa Internetowa oficyna jest bardzo wygodną księgarnią - głównie dzięki szerokiemu wyborowi i kompozycji książek z różnorodnych wydawnictw katolickich - tak więc zamiast przeglądać 10 różnych wydawniczych linków, najczęściej wchodzę na stronę Państwa księgarni.
Izabella
Jeszcze raz Państwu dziękuję za tak staranne, uwzględniające życzenia klienta załatwienie mojego zamówienia. Jesteście naprawdę znakomici.
Piotr
Przeglądanie katalogu i kupowanie w "Gloria24" to prawdziwa przyjemność. Jest wiele naprawdę ciekawych i mądrych pozycji, wartych posiadania i czytania. Wiele tych pozycji już posiadam, ale z chęcią polecam znajomym. Jakość wykonywanych usług też jest wysoka, przesyłki starannie zapakowane, książki nie uszkodzone, dobrej jakości, docierają dość szybko. Pozdrawiam serdecznie. Z poważaniem
R. I.
Płacimy za recenzje!
Napisz recenzję tego produktu i zbieraj Talenty. Więcej informacji »
Gloria24.pl zastrzega sobie prawo do niepublikowania wszystkich nadesłanych komentarzy.
Niestety ten produkt nie ma jeszcze recenzji - napisz ją jako pierwszy.
Opcja tylko dla zalogowanych - zaloguj się »
Nasze tagi w Gloria24.pl: Aleksandra Kasica, Agnieszka Stec, książki religijne, książki katolickie, biografie świętych, Biblia, cudowny medalik, Chrystus, Maryja, ksiądz Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II, Ojciec Święty, Cud glorii, Santo subito, Kościół, Biblia Tysiąclecia, e-booki, religioznawstwo, śpiewniki, ochrona życia.