Wczytwanie, proszę czekać...
Nota Wydawcy
Tematem niniejszej książki jest ostatnie wyznanie Symbolu naszej wiary:
Wierzę w życie wieczne. Pierwszym pytaniem – ciągle aktualnym – które
autor zadaje sobie i wszystkim swoim czytelnikom jest: „W co wierzymy
kiedy mówimy o wierze w życie wieczne?”. Aby odpowiedzieć na to
centrale pytanie naszej wiary ksiądz Barsotti odwołuje się do Kazania
na Górze, aby stwierdzić, że życie wieczne nie jest tylko później, lecz
jest już teraz dla tych, którzy wierzą w Chrystusa i Nim żyją, ponieważ
Życiem jest sam Chrystus, który obdarza nas pełnią życia – właściwie
życia wiecznego – przyjmując naszą naturę w swojej Osobie, aby w ten
sposób uczynić nas uczestnikami swojej synowskiej więzi z Ojcem.
Lektura tej książki sprawia, że czytelnik zanurza się w opisy
Barsottiego pełne dojrzałej wiary i doświadczeń mistycznych „przez
Chrystusa, z Chrystusem, w Chrystusie” przekazanych prostym językiem i
bardzo sugestywnym.
Jeśli nie wierzy się w życie wieczne, całe chrześcijaństwo upada,
ponieważ Życie to Chrystus. Oto synteza objawienia zrozumiała jedynie
intuicyjnie, dzięki darowi z wysoka, w sposób bardziej mistyczny niż
racjonalny: „Człowiek w Bogu będzie żył życiem samego Boga. Przestaną
dla niego istnieć ograniczenia czasu i przestrzeń”.
Miłość: oto słowo – klucz całej książki. Życie wieczne to nic
innego jak Miłość. Miłość, która jest samym Bogiem i naszą
błogosławioną wiecznością.
Spis treści
1. Czy jest życie wieczne?
2. Pocieszająca prawda
3. Wieczne istnienie każdego w Bogu
4. Komunia z Bogiem
5. Życie chrześcijańskie jest już życiem wiecznym
6. Nadzieja osiągnięcia pełni
7. Wierzę w wieczną Miłości
8. Radość
9. Brama do życia wiecznego
10. Co znaczy wierzyć w życie wieczne?
11. Wyzwolenia człowieka
12. Co wnoszą w naszą wiarę słowa „wierzę w życie wieczne”?
Fragment
Co jednak mamy na myśli mówiąc, że wierzymy w życie wieczne? Mówi się nam: eschatologię należy odsuwać na bok, nie należy o niej mówić. „Każdy mówi, że jest, ale nik nie wie, czym jest”. Dziś w gruncie rzeczy nie wydaje się, żeby teologowie mówili co innego. Kto mówi o raju i o piekle? Nie mówimy, że chce się je negować – nikt, kto chce pozostać katolikiem nie może zanegować tych prawd – ale wydaje się, że istnieje rozkaz, by mówić o nich jak najmniej. Co mamy na myśli mówiąc, że wierzymy w życie wieczne?
Tymczasem wydaje się, że musimy odwołać się do tego, czego naucza nas Pismo Święte, a nie uważam bynajmniej, by Pismo Święte było tak ubogie w nauczanie na temat tego artykułu, aby tak go unikało jak tego chce współczesna teologia. Chcę powiedzieć więcej: wydaje mi się, że życie wieczne to w gruncie rzeczy jedyna rzecz, do której Pan bezustannie nawiązuje. Jednak jeszcze przed naszym Panem, prawda ta jest obecna bardziej niż mogłoby się wydawać w Starym Testamencie.
Pierwsze, co musimy na ten temat powiedzieć, to, jak nam się wydaje, rzecz najprostsza: wiele razy czytając Pismo Święte chcemy interpretować je według wzorców, według gustów i przekonań człowieka współczesnego. Chcemy coraz bardziej sprowadzać słowo Boże do słowa ludzkiego. Prawa interpretacji tego Słowa określa nie samo Słowo, ale przesądy czy uprzedzenia dzisiejszego człowieka. A ponieważ dzisiejszy człowiek nie jest metafizykiem, nie jest już w stanie zrozumieć i być może nawet dopuścić istnienia rzeczywistości innej niż ta, która podlega poznaniu zmysłowemu, innej niż obecne życie.
Kiedy słowo Boże mówi do nas o rzeczywistości, która nie jest już rzeczywistością ziemską, natychmiast stajemy wobec pokusy, aby ograniczyć wartość tego Słowa i uznać, że trzeba je poddać demitologizacji. A demitologizacja polega często po prostu na odebraniu temu słowu jego treści: kiedy mówi się o życiu wiecznym, często rozumie się przez nie nie antycypację eschatonu , ale eschatologię całkowicie zrealizowaną w czasie.
Jeśli ktoś z was zajmował się trochę tymi sprawami zda sobie sprawę, że mam przede wszystkim na myśli dwóch współczesnych egzegetów chrześcijaństwa: Bultmanna z jednej strony i Dodda z drugiej. Jednak ta operacja redukcji słowa Bożego do kryteriów mentalności dzisiejszego człowieka niesie ze sobą poważne niebezpieczeństwo pozbawienia ewangelicznego przesłania jego treści. Nie twierdzę, że chciał tego Bultmann ani tym mniej Dodd, jednak łatwo jest przejść od proponowanego przez nich ujęcia chrześcijaństwa do sytuacji, w której staje się ono jedynie moralnością, życiem autentycznie ludzkim. Nikt, jeśli chce być chrześcijaninem, nie neguje w sposób absolutny innej rzeczywistości, innego życia, ale nikt nie chce o nim mówić: dlaczego? Ponieważ przyjął się pogląd, że słowa Pisma Świętego nic na ten temat nie mówią. Ja jednak nie mogę uwierzyć w to, żeby nasz Pan mówił, żeby nic nie powiedzieć. Bo przecież Pan do nas mówi w sposób całkiem jasny i objawia nam rzeczywistość rzeczy ostatecznych. I być może Jego nauczanie jest mniej zgodne z teologią, której nauczyliśmy się na studiach teologicznych, ale chyba bardziej jasne, bardziej konkretne w swoich poszczególnych elementach niż ta teologia.
Uważam, że powinniśmy w pierwszym rzędzie, jeśli chcemy rozważać ten artykuł Credo, wspomnieć o tekstach także ze Starego, ale przede wszystkim z Nowego, Testamentu dotyczących wprost lub pośrednio tego artykułu wiary. Jeśli chodzi o Stary Testament, to jest rzeczą oczywistą, że proroctwa mesjańskie nie zrealizowały się w sposób pełny, doskonały i definitywny. To właśnie przeszkodziło Izraelowi w przyjęciu orędzia chrześcijan. Doskonałe wypełnienie proroctw mesjańskich pociąga za sobą dla człowieka, a także dla całego stworzenia, przezwyciężenie obecnej kondycji. Obietnice mesjańskie otwierają ludzkość na nadzieję i na oczekiwanie pokoju, harmonii, jedności, życia i radości, której obecna kondycja rzeczywiście nie zrealizowała i nie będzie mogła zrealizować.
Tak więc już same obietnice mesjańskie mają nam już coś do powiedzenia na temat naszego artykułu wiary. Całkowite wypełnieni tych obietnic nastąpi wówczas, gdy ludzkość i całe stworzenie przezwycięży swoją kondycję, która obecnie jest kondycją cierpienia, wygnania, ubóstwa, podziałów i sporów. Także św. Paweł, mimo iż mówi o nowym stworzeniu (w Chrystusie wszystko jest nowym stworzeniem), uznaje, że obecnie trwa stan napięcia i walki zarówno we wnętrzu człowieka (nie czynię tego, co chcę), jak i między człowiekiem a stworzeniem czy nawzajem między ludźmi. Św. Paweł musi uznać, że w samych pierwotnych wspólnotach chrześcijańskich trwa nadal niezdolność do osiągnięcia doskonałego pokoju, niemożność urzeczywistnienia doskonałej jedności. Kościół jest ciągle w drodze. Jeśli zaś jest w drodze, ludzkość nie osiągnęła jeszcze tego, co zapowiadali prorocy.
Obietnice Starego Testamentu nie zostały zrealizowane ostatecznie i nie znalazły swojego definitywnego wypełnienia. Nie tylko Izrael właśnie dlatego odrzucił przesłanie Ewangelii, ale też właśnie dlatego judaizm istnieje jeszcze dziś jako religia: ci, którzy go wyznają, mają nadzieję, że stanie się jeszcze coś, co urzeczywistni harmonię, pokój, życie bez końca, pełną i doskonałą radość: życie wieczne! Jest to zatem artykuł wiary nie tylko dla chrześcijaństwa, ale także dla judaizmu i dla islamu. Wszystkie trzy religie stwierdzają istnienie, wierzą w nie i oczekują życia poza obecnym czasem. Wszystkie oczekują rzeczywistości przyszłego spełnienia Bożych obietnic.
Zresztą, powiedzmy bez ogródek, cała wiara upadłaby, gdyby chrześcijaństwo nie obiecywało tego, czego osiągnięciem łudzi nas nauka i postęp. Jeśli faktycznie moglibyśmy powiedzieć, że postęp nauki i cywilizacji doprowadzi ludzi do owego głębokiego pokoju, za który uważamy życie wieczne, wszelkie religie przestałyby istnieć. Z tego powodu dla dzisiejszego człowieka każda religia zdaje się sprowadzać do postępu społecznego i rozwoju historii świata, ponieważ życie wieczne w jego istocie zdaje się obiecywać bieg historii. W ten sposób religia przekształca się w czysto światowy proces rozwoju cywilizacji, która wszystkiego oczekuje od nauki i od ludzkiej technologii.
Religia trwa lub upada przynajmniej w sercach ludzi w tej mierze, w jakiej trwa lub upada ich wiara w życie wieczne. To pewność, że życie wieczne jest obiecane przez Boga i że będzie kontynuacją życia człowieka i historii całej ludzkości, stanowi w dużej mierze siłę i pokarm wiary. Jednak wiara ta wspiera się tylko i wyłącznie na słowie objawionym, na obietnicy Boga i pozostaje darem. Gdyby tylko ludzka nadzieja angażowała wszystkie siły człowieka w urzeczywistnienie życia wiecznego, życie to nie byłoby darem przychodzącym z wysoka. Do tego, aby podtrzymywać we mnie życie religijne, moją osobistą relacje z Bogiem, nie wystarcza sam fakt Jego istnienia: jeśli ten Bóg jest obojętny na moje cierpienie, jeśli ten Bóg się mną nie interesuje, jeśli Bóg nie wchodzi w relację ze mną, ja również nie mogę przeżywać relacji z Nim. Deizm francuskiego oświecenia mógł uznawać jakieś istnienie Boga, ale tym samym negował jakiekolwiek życie religijne, jak również modlitwę.
Stąd wynika wielkie znaczenie tego artykułu wiary, w który powinniśmy wierzyć coraz szczerzej, z coraz większą ufnością, z coraz bardziej pogodnym przylgnięciem do słowa Bożego: „Ja wierzę w życie wieczne”.